Link 11.03.2010 :: 15:44 Komentuj (1)
Marta w Krainie Czarów
Dopadł mnie ostatnio jakiś dziwny humorek, więc Darek uparł się, że mi go poprawi. Nie miałam nic do gadania, gdy stwierdził, że idziemy do kina. Marudziłam jak mogłam, bo nie chciało mi się wychodzić z domu, gdyż był już wieczór, ale nie miałam wyboru i już. Tym samym wylądowałam w kinie na "Alicji w Krainie Czarów"! Obiecałam dziewczynom, że na to pójdę z nimi, no ale się nie udało - wybaczcie :* W każdym razie film rewelacja! Moim skromnym zdaniem zdecydowanie lepszy niż "Avatar"! Grafika pierwsza klasa, gdy Alicja spadała do dziury czy leciała do pałacu Złej Królowej, aż zaczęło mi się w głowie kręcić! Tak świetnie było to zrobione i tak właśnie powinno działać 3D! Także historia Alicji mnie urzekła, z różnych powodów ;) Jak wiadomo uwielbiam bajki, a ta dodatkowo przeniosła moje myśli z powrotem do Krainy Czarów, w której byłam nie tak dawno temu!
Kręciłam się siedząc we filiżaneczce u Szalonego Kapelusznika, błądziłam po labiryncie Czerwonej Królowej, wdychałam dym z fajki Absolema i śmiałam z szerokiego uśmiechu Kota!

Wtedy byłam we własnej Krainie Czarów, Wonderlandzie do którego zawsze chciałam się wybrać i na pewno jeszcze tam wrócę!

Zatem tym wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji obejrzeć tego filmu powiadam, by czym prędzej udali się do kin! Depp w roli Kapelusznika powalił mnie na kolana, nie jestem jego wielką fanką, ale w tym filmie naprawdę zagrał rewelacyjnie! Takich filmów powinno być zdecydowanie więcej! "Alicja" jest bajką, ale film ten jest idealny zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych! Ja byłam oczarowana i nie chciałam wracać z tej Krainy Czarów, trochę mrocznej, tajemniczej, ale jakże pociągającej, gdzie każdy znajdzie swoje miejsce!

Wizyta w kinie i spacer po Skwerze o północy, gdy nawet wiatr już przestał wiać, a fale leniwie obijały się o brzeg, zdecydowanie poprawiły mi humor. Zdałam sobie sprawę, że przeniesienie się do Krainy Czarów nie jest wcale takie trudne, wystarczy nie bać się, podjąć dobrą decyzję i pobiec za białym królikiem ;)
"Czasami potrzeba odrobiny szaleństwa, by postawić kolejny krok." Paulo Coelho
Link 08.03.2010 :: 22:22 Komentuj (2)
Kobiety
Jest taki dzień, gdy większość spotkanych mężczyzn widzi się z kwiatkiem w dłoni, najczęściej tulipanem, zmierzających do swoich Pań. Nie będę ukrywać, że jest to urocze. Feminizm feminizmem, ale dobrze, że nawet w dzisiejszych czasach, gdy faceci zrzucają wszystko na 'wyzwolenie kobiet' jest jeszcze taki dzień, gdy o paniach się pamięta i traktuje je jak księżniczki. Przynajmniej w ten jeden dzień. :)
Dziękuję zatem Panom za życzenia i wszystkie 'okazane łaski' :))) hihi :*
A skoro to kobiety są tematem dzisiejszej notki to czas na kilka zdjęć z sobotniej wizyty u Malwiny i Darii :) Ze Skarbem :*

Dotarcie do Malwiny zajęło mi i Gosi prawie 3 godziny :P Ale to wszystko przez długie oczekiwanie na przesiadkę, bo z samego Gdańska to już tylko jakieś 25 kilometrów ;) W każdym razie było warto, bo już się stęskniłam za dziewczynami! Czyż Malwina nie wygląda kwitnąco? :D

Za to Daria rośnie jak na drożdżach! Jak pomyślę, że rok temu jechałam zobaczyć ja po raz pierwszy, a teraz już sama biega, to aż mi się w głowie kręci :)

Ciągle w ruchu :P Zrobienie nieporuszonego zdjęcia wymagało sporo cierpliwości :)))

Ale chwilami udawało mi się także porwać ją w ramiona i trochę wytarmosić :D

Albo zainteresować czymś na swoich kolanach ;) Choć jak twierdzi Malwina, małą bardziej ciągnie do samochodzików niż do lalek :P

Miałam ochotę porwać tą małą i już jej nie oddać! Szkoda, że Malwina nie mieszka bliżej, bo bardzo chętnie widywałabym ją i małą dużo częściej niż teraz nam się to udaje.

No ale cóż, mam nadzieję, że jak zrobi się cieplej takie spotkania uda nam się uskuteczniać częściej! Mała musi się jeszcze dużo nauczyć od cioci! :D

Po takich spotkaniach mam co prawda niesamowitą ochotę, by samemu mieć takiego szkraba :P Ale bez przesady, w tej chwili zupełnie nie mam do takich rzeczy głowy :) Ogólne jak widać był to typowo babski dzień, Ja, Gosia, Malwina i Daria - tego potrzebowałam, plotek, wspomnień z okresu gdy jeszcze wszystkie trzy studiowałyśmy razem i zabaw z Darią. Idealne połączenie, szkoda, że takie krótkie.
Dzisiejszy Dzień Kobiet także był wspaniały ;) Tak, jak mi obiecano :*
"Kobieta istnieje na to, by ją kochać, mężczyzna zaś, aby ponosił ciężary tego kochania." Leszek Szeligowski
Link 02.03.2010 :: 21:29 Komentuj (3)
Nie dziwi nic...
Nie dziwi to, że wiosna wyszła z ukrycia i, jakby na moje życzenie, przytuliła mnie na chwilę z całych sił.
Nie dziwi to, że właśnie znowu śnieży, a świat ponownie stał się biały.
Nie dziwi to, że jest wieczór, a ja piję kawę orzechową.
Nie dziwi to, że w sobotę wieczorem byłam chora, w niedzielę rano już nie.
Nie dziwi to, że chcę by ktoś mnie przytulił, a dostaję buziaka.
Nie dziwi to, że się uśmiecham, a ludzie patrzą na mnie jakbym zwariowała.
Nie dziwi to, że wcinam truskawki w marcu.
Nie dziwi to, że już wymyślam wiosenno - letnie wojaże.
Nie dziwi to, że zdążyłam przeczytać wszystkie teksty na jutro.
Nie dziwi to, że dzisiejsze zajęcia na uniwerku naprawdę mi się podobały.
Nie dziwi nawet to, że prawie polubiłam (a na pewno coraz częściej się z nią zgadzam) osobę, o której 1 lipca kilka lat temu, chciałam zapomnieć na całe życie.
Świat zwariował... zawirował kompletnie... i co gorsze, dobrze mi z tym.

"Jaki ranek, taki dzień - nie dziwi nic.
Jaka woda, taki brzeg - nie dziwi nic.
Jaka pościel, takie sny - nie dziwi nic.
Nawet to co jest.
Jakie serce, taki lęk - nie dziwi nic.
Jaka słabość, taki grzech - nie dziwi nic.
Jaka kieszeń, taki gest - nie dziwi nic.
Nawet to co jest." Edyta Geppert
Link 26.02.2010 :: 00:01 Komentuj (3)
Słońca nadal brak :]
Ja chcę już wiosnę! Ciepły wiatr otulający mnie niczym pluszowy koc w sierpniowe wieczory, wycieczki nad jezioro, pokonywanie kolejnych tras rowerowych, masa spacerów brzegiem morza i upajanie się promieniami słonecznymi, które pieszczą moją twarz niczym dłonie spragnionego uczuć kochanka. A narazie spragniona to jestem ja, słońca! W końcu działam na baterie słoneczne!
Szare, ponure dni, które od dłuższego czasu widzę za oknem, chyba koniecznie chcą mnie złamać. Nie mogę się doczekać, gdy znów zaczną mnie budzić brykające po szybkie promienie słoneczka, zieleń stanie się wszędobylska a mój uśmiech nie będzie chciał zejść z twarzy nawet w obliczu problemów. Bo właśnie taką siebie lubię, wiosenno-słoneczną, roześmianą, z wiatrem we włosach pędzącą przed siebie.

Wytrzymam do wiosny, muszę. Zostało już tak niewiele...
"Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w twoim uśmiechu." Gabriel García Márquez
Link 19.02.2010 :: 00:03 Komentuj (4)
Proste przyjemności :)
Cóż to były za ferie! ;) Początek notki dość tendencyjny, ale naprawdę sporo się działo. I też głównie z tego powodu nie udało mi się wcześniej dodać notki. Teraz za to ponowne trzeba jeździć na uniwerek na zajęcia, nowy semestr daje się już we znaki, plan dali nam taki, że brak słów :] całe dnie nie ma mnie w domu... aghr :]
Dlatego tym bardziej chętnie wrócę do ferii i przypomnę sobie co się działo :) Tutaj jak zwykle wyląduje tylko drobna część całości wspomnień, ale prywatność ważna rzecz, nawet dla osób prowadzących bloga o swoim życiu :P A co się działo? No choćby byłam kilka razy w Gdyni na rzeźbach lodowych. Więcej zdjęć znajdziecie na Picasie, między innymi takie, gdy artyści rzeźbili owe cuda i z innego dnia, już wieczorem, przy pięknej iluminacji. Tak, tak, ten wystraszony stworek za rzeźbą to ja :)

Jednego dnia wpakowaliśmy się do samochodu i postanowiliśmy z Darkiem ponownie odwiedzić Puck, by popstrykać trochę zdjęć. To jest chyba moje ulubione.

Mewy krążyły nad nami sądząc, że je czymś nakarmimy... nic z tego :P

Potem położyliśmy się na lodzie (tak, dobrze czytacie :D prawie przymarzliśmy, a potem byliśmy cali mokrzy :D) i molestowaliśmy kaczki, które bardzo chętnie do nas podeszły. Nawet zoom nie był potrzebny ;)

Kaczka zainteresowana moim aparatem, przynajmniej jedna ;) Nie wiem dlaczego, ale strasznie lubię to zdjęcie.

Na obiad dostaliśmy zaproszenie do karczmy kaszubskiej pod Puckiem. Jedzonko było pyszne, przeraził mnie tylko królik w karcie... zwłaszcza, że tuż przed wejściem bawiłam się z nimi...

No i był też tłusty czwartek! W tym roku zjadłam wyjątkowo tylko dwa pączki, ale na Pączek Party do Wiela i tak się wybrałam. Co prawda po długich namowach, ale było warto. Zwłaszcza, że wychodząc urządziliśmy 'małą' bitwę śnieżną :D Reszta ekipy, niczego nieświadoma, siedziała sobie w firmie, a my szaleliśmy na drodze ;)))

Dobrze widzicie, dostałam śniegiem z łopaty ;))) hehe :D Wiel nam nie darował i byłyśmy z Gosią całe mokre :P Ja jej w sumie też nie darowałam i ten śnieg, który widać na zdjęciu na mojej dłoni, chwile później wylądował na jej twarzy ]:-> muuusiałam :*

Po prostu brak słów... grunt, że było genialnie! :D

A w niedzielę Walentynki! Ja postawiłam na robotę handmade, spędziłam większość soboty w kuchni i przygotowałam walentynkowe babeczki z białą czekolada i gruszką... bo czasem rzeczy mówią więcej niż słowa... :*

Ogólnie dzień ten był nieźle zakręcony. Najpierw spotkałam się z moim M&Msem i pognałyśmy do Orłowa na molo na spacerek i chwile refleksji nad naszymi relacjami z facetami i jak to poukładało się nasze życie od zeszłego roku. Potem, żeby się trochę ogrzać, zdecydowałyśmy się na ulubiona kawę w Coffee Heaven :) Mniam!

Po pożegnaniu się z Loco wróciłam do centrum Gdyni by spotkać się z Darkiem, a potem jak się okazało, także z Kasią i Grzesiem, którzy też wybrali się tam na spacer, by obejrzeć lodowe rzeźby. Dla mnie był to już trzeci raz, ale dopiero tym razem odkryłam tego stworka :D I oczywiście musiałam się z nim i Kasieńką uwiecznić :)))

Dostałam także inną walentynkę, o której nawet nie wspomnę, bo wciąż brak mi słów. W każdym razie do niej dołączony był bukiecik... Chupa Chupsów! :D Hehe :P Grunt to wiedzieć jak sprawić by z mojej twarzy uśmiech nie chciał zejść ;)))

Niesamowity dzień! Chyba nigdy nie miałam aż tak wspaniałych Walentynek! Dziękuję :*
Jak widzicie ferie minęły bardzo szybko, zdecydowanie za szybko. Niestety z czasem nie wygram. Teraz wróciła już szara rzeczywistość i irytujący nas uniwerek :] Nie wiem jak inne wydziały, ale filologiczny o organizacji i przekazywaniu informacji, wie dokładnie nic... Nawet nie chce mi się tego komentować. W każdym razie jeszcze tylko jutro pół dnia na zajęciach i do poniedziałku zapominam o tym brzydkim miejscu. O! ;) Wolę myśleć o feriach i innych przyjemnych rzeczach, których w weekend nie będę sobie skąpić :P
"Uwielbiam proste przyjemności, to ostatni azyl dla ludzi skomplikowanych." Oscar Wilde
Link 10.02.2010 :: 23:39 Komentuj (0)
Światowy Dzień Przytulania!
Nawet nie wiem czy on rzeczywiście dzisiaj jest :) Usłyszałam o nim od sis i pomysł tak mi się spodobał, że jego uwiarygodnienie było zupełnie nie potrzebne. Byle mieć się do kogo przytulić :P
Dlatego nawet jeśli wszystko idzie nie tak, bliskie ci osoby cię zawodzą, telefon milczy całe dnie, prawie wpadasz pod pociąg i nawet się tym nie przejmujesz, bo i tak by nikt nie zauważył, rozbijasz talerz, patrzysz na zakrwawioną dłoń i nadal zero reakcji, wchodzisz do sklepu i chcesz z niego jak najszybciej wyjść, bo osaczają cię serduszka i inne takie czerwone, dziwne rzeczy, nawet w takich momentach trzeba dać Życiu pstryczka w nos, pokazać mu język i udowodnić, że nie robi to na Tobie wrażenia! :)

Bo wiesz, że jest ktoś, kto cię przytuli w taki dzień jak dziś i o smutkach szybko zapomnisz! :D o!
"Nie podoba mi się świat, gdzie "właściwe" zdarza się tak rzadko, że uważamy je za "uprzejmość"." Jonathan Carroll
Link 01.02.2010 :: 19:23 Komentuj (2)
Adrenalina ;)
Będę monotematyczna, ale sesja w pełni. Mimo to nadal trudno mi zmotywować się do nauki, choć jest lepiej niż ostatnio. Tym razem zafundowałam sobie trzydniowy weekend i teraz jakoś tak łatwiej mi zmusić się do czytania notatek ... bo w sumie nauką też trudno to nadal nazwać :) Mimo to teraz podeszłam do tego ciut poważniej i bardziej się przyłożę, bo jak zignoruję wszystko, to potem będzie większy kłopot. Choć jak widzę jak traktują nas profesorowie, to aż brak mi słów, taka agresja mi się włącza :]
Whatever, w każdym razie wróćmy do weekendu, bo działo się sporo :P Jak wiadomo im wcześniej zacznę wyjazdy tym lepiej, dlatego tym razem już w piątek ruszyłam w plener. Mam zamiar wykorzystać zimę i radość jaką daje do cna! Rok temu wkurzałam się, że śnieg nie leżał dłużej niż tydzień czy dwa, teraz mam zamiar cieszyć się każdą chwilą brodzenia w puchu - oczywiście tylko dopóki nie zmieni się w pluchę :P
Narazie roztopy już widać, ale zima poddaje się bardzo powoli ...

Wybraliśmy się z Darkiem na spacer po Rewie, bo to miejsce jest zachwycające o każdej porze dnia i nocy! Kasia nas olała i wzgardziła wyprawą z nami, no ale to jej strata :P Za to Dariusz postanowił się nawet poświęcić dla kilku zdjęć ;)

Dla mnie natomiast największą frajdą było zrobienie aniołka ze śniegu! :D Siadając oczywiście masa śniegu wpadła mi do spodni ... auć! :D

No i gleba ;))) Genialne uczucie powrotu do dzieciństwa!! :D

Teraz trzeba wstać by nie zepsuć efektów ... ale frajda!!

Mój zaciesz mówi wszystko :)))

Ta da! Normalnie arcydzieło :P

Jednak, jak mówiłam, roztopy są już w trakcie realizacji. Zatem tak jak jeszcze tydzień temu dało się chodzić po zamarzniętej zatoce, tak teraz quad, który wjechał na lód utknął tam gdy lód popękał i na ratunek musiał przybyć mu traktor ... no cóż, za głupotę i brak wyobraźni trzeba płacić.

]:-> tak, tak, to że Dariusz jest taki biały to moja sprawka ]:->

I na cyplu. Normalnie jest tam piękny widok, teraz była już tylko mgła która nas śledziła ... również dając niesamowite wrażenie. Rewa chyba za każdym razem będzie zaskakiwać mnie czymś nowym.

'Nie chcę zdjęcia, nie chcę!' :)

I na koniec mój (prawie) Pan Idealny :D Cudny, co nie? :)))

Piątek skończył się na świętowaniu magazyniera Karolci i wielkim piciu, ledwo pamiętam jak wróciłam do domu :P Jednak pamiętam bardzo dobrze, że było rewelacyjnie! W końcu z dobrą ekipą zawsze można się świetnie bawić a bolący od śmiechu brzuch i mięśnie twarzy są chyba na to idealnym dowodem :)
W sobotę za to, lecząc kaca, postanowiłam ruszyć nad morze. Nawet nie przypuszczałam jak pełen adrenalinki będzie ten dzień. Mimo to główka przestała mnie boleć dopiero wieczorem ;) No cóż, taka jest cena zabawy :P
Fale zamarzły i miejsce w którym stoję jest już za prawdziwą linią brzegową. Jednak reszta morza nadal szaleje i odbijając się od zmarzliny tworzyły się śliczne fontanny :P

Zimowe rewelacje :)

Pęknięcie za mną wydaje się dość wyraźne ... ja go jednak nie widziałam, mimo że stałam w tym miejscu wcześniej dłuższą chwilę robiąc zdjęcia ... no cóż ...

Ups ... miałam niezłe szczęście, że nie stałam ten kawałek dalej :]

Jednak tego było mi mało :) Postanowiłam zrobić rozbijającym się falom jeszcze kilka zdjęć i się oczywiście doigrałam. Ta właśnie fala była tak duża, że mnie zalała, bo oczywiście zamiast samej uciekać pierwszym moim odruchem było zrobienie zdjęcia a potem szybkie zasłonięcie aparatu by się nie uszkodził :)

I jeszcze trochę mokra ja :)))

Adrenalina fajna, jednak wspinając się na klif w Jastrzębiej Górze, gdzie zostawiliśmy samochód jeszcze nawet nie wiedziałam co przyjdzie mi dziś przeżyć. No więc już na drodze Karwia - Wejherowo w trasie przez Piaśnicę wpadliśmy w poślizg, zupełnie straciliśmy panowanie nad samochodem, obróciło nas o 180 stopni i wylądowaliśmy w śnieżnej zaspie! Nie wiem jakim fartem akurat wtedy nie jechało nic z naprzeciwka, bo mielibyśmy zderzenie czołowe jak nic! Na szczęście inny samochód pojawił się po tym jak byliśmy już w zaspie, bardzo miły Pan Kierowca wyszedł by pomóc nam się odkopać, jednak nie było na to szans. Po chwili zatrzymały się także jeszcze dwa auta i w sumie chyba trzech czy czterech Panów w sumie uniosło przód samochodu wydostając do z rowu, po czym wypchnęli na jezdnię. Cała akcja nie trwała dłużej niż 10-15 minut, ale adrenalina trochę się jednak podniosła :)
Jadąc w tamtą stronę robiłam zdjęcia zaśnieżonej drogi, wtedy nawet nie wiedziałam, że wracając, na dodatek jadąc wolno, ta powierzchnia da nam popalić :]

Na szczęście nic się nie stało, choć nie wiem co nad nami czuwało :) W każdym razie dobrze, że znalazł się ktoś, kto nas wyciągnął, bo już myślałam, że będę musiała ściągać z Gdyni Darka albo szukać innych znajomych, którzy mogliby nam pomóc. ;)
To tak w skrócie przynajmniej dwa dni weekendu. Reszta wydarzeń i niedziela niech zostaną dla bardziej wtajemniczonych albo tylko dla mnie ;) Teraz czas wrócić do nauki, przerwa nie może być za długa, bo się rozleniwię i już nic dziś nie zrobię a na to nie mogę sobie pozwolić. Pociesza mnie tylko myśl, że to już prawie koniec! :)
"Żyje się chwilą, a czas jest tylko przezroczystą perłą wypełnioną oddechem." Halina Poświatowska
Link 28.01.2010 :: 15:47 Komentuj (1)
Myśli zagubione w zawierusze.
Dość narzekania na zimę. Co prawda zdecydowanie bardziej odpowiada mi ona, gdy świeci słońce, wtedy nawet mróz nie jest mi straszny, ale no cóż, nie można mieć wszystkiego. Takie dni jak dziś, szare, zimne i ponure, gdy spacerując wśród śnieżnej zawieruchy nasze myśli krążą wokół miliona spraw a i tak nie potrafiąc usunąć problemu, trzeba po prostu przeczekać. Najpierw porządnie wymarznąć a potem zaszyć się w domu, nie odbierać telefonów, nie odpisywać na smsy i zająć się sobą, najlepiej usiąść z książką w jednej ręce, z gorącą herbatą (lub całym dzbankiem, jak ja :P) w ulubionym kącie i zapomnieć o świecie …
Taki plan mam na popołudnie i wieczór, który oczywiście za chwilę zacznę realizować ;) W sumie planów na dziś miałam kilka, ale po mega długim spacerku, gdy nieźle wymarzłam, postanowiłam na wieczór wybrać coś spokojniejszego :)
Wczoraj za to po egzaminie (który trwał 15 minut!! – mój najkrótszy, bo pisemny, egzamin na studiach! :P) wybrałam się z Dorotką na zakupy. W końcu wiadomo, że to one najlepiej poprawiają kobietom nastrój ;) Ja powiem wam, że nie zawsze ;) Wydałam wczoraj małą fortunę a i tak humorek miałam średni :] No ale nic, przynajmniej mam swoje uuukooochane perfumy DKNY Be Delicious Fresh Blossom o których marzyłam i nowiutką, jako że wczoraj była premiera, książkę Dana Browna :)

Kupiłam także kilka innych rzeczy, ale chyba właśnie te dwie najbardziej poprawiły mi samopoczucie ;) No i oczywiście plotki z Dorotą ;))) O egzaminie szybko zapomniałyśmy i tematy naszych rozmów już raczej do niego nie wracały :P
Skoczyłam także na miasto, co prawda bez aparatu, ale znów spadło tyle śniegu, że wskakiwałam w każdą zaspę jak małe dziecko :))) śniegu po kolana! Jeeej :D

Zbliżają się także Walentynki! Czy ktoś je lubi czy nie, nie da się powiedzieć, że to dzień jak co dzień, bo tak nie jest ;) Muszę wymyślić co będę broić w tym roku, żeby, jak udawało mi się to w latach poprzednich, miło spędzić ten dzień w otoczeniu przyjaciół ;) Tylko ciekawe kto jeszcze został na ‘wolnym rynku’ i da się gdzieś wyciągnąć :P hehe :D No nic, najwyższy czas by zrobić rekonesans i zaplanować co nieco :) Bo zdradzę wam jedno – spontany są fajne, ale nie zimą. Zimą się nie sprawdzają, zatem trzeba kilka rzeczy zaplanować ;)))
”A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.” Maria Konopnicka
Link 26.01.2010 :: 19:32 Komentuj (0)
Mózg mi zamarzł :]
A sesja w pełni.
No nic, przy -30 raczej inteligencją nie zaświecę na egzaminie.
Jutro językoznawstwo ... ychy ... :]
Czytając książkę i notatki w oczy rzuca mi się już tylko jedno.

O językoznawstwie ogólnym wiem dokładnie NIC :] Nie jestem z tego dumna, ale nie jestem w stanie myśleć a głowa mi zaraz eksploduje! Mam nadzieję, że sesja poprawkowa będzie w czasie odwilży.
"Nagromadzenie danych to nie jest jeszcze nauka." Galileusz
Link 25.01.2010 :: 22:53 Komentuj (3)
Zamarzam!
Brrr ... dobra, przyznaję, przy -20 za oknem nawet ja wymiękam! Jest mi oficjalnie zimno! :] I nie pomagają grube swetry i dwie warstwy bluzek pod spodem :] Lubię zimę, ale może bez przesady? Wracając do domu wieczorami nie czuję odmrożonych stóp ani dłoni, już nawet nie wiem co ubierać by nie odmrozić tego tak na maksa i nie mieć potem problemów zdrowotnych - jakieś pomysły? Bo grube skarpety i zimowe buty nie działają :(
No ale mimo to pogodzie tak łatwo się nie poddam. Wiadomo nie od dziś, że działam na baterie słoneczne! A że przez weekend słońce było prześliczne, zatem po prostu nie mogłam usiedzieć w domu! I nie ważne, że słoneczko było zwodnicze, bo może i świeciło pięknie, ale mróz nie odpuszczał - mi to nie zrobiło różnicy, ruszyłam w plener!
Padło na Puck, gdyż koniecznie chciałam pospacerować po zamarzniętej Zatoce Puckiej! ;)

Oczywiście mi się to udało! Spacerek 100 metrów od brzegu, gdzie pode mną głęboka woda i jakaś tam warstwa lodu ... ekscytujące! Zwłaszcza, że nie umiem pływać, więc w razie czego byłoby ciekawie ;)))

Coś tu chyba jest nie tak? Powinnam być raczej na molo a nie obok niego :P

I tak sobie powoli spacerując dotarliśmy aż za molo, bo czemu by niby nie :D

Robiąc zdjęcia prawie zamarzłam jak ta zatoka, ale cóż, było warto! Widok naprawdę zapierał dech w piersiach!

I jeszcze Duch Marciaxa na lodowej pustyni a w oddali półwysep ... ciekawa jestem czy całość dałoby się przejść lodem bez wymuszonej kąpieli :)

Ale żeby nie było, że kręcimy się tylko pod i w okolicach mola, trzeba było przejść się także i nim. Choćby po zdjęcie na tle Pucka i z zamarzniętą zatoką! ;)))

To zdjęcie po prostu lubię, więc musiałam dodać ... nie widać mi ust i wydaje mi się przez to takie trochę tajemnicze, ale i romantyczne ... no nie wiem, w każdym razie mi się podoba :)

Takiego tripu potrzebowałam! Wymarzłam porządnie, ale potem miałam cały wieczór by się porządnie dogrzać :D
Brakowało mi słońca i te kilka dni przypomniało mi jak będzie cudownie gdy przyjdzie wiosna i znów wszystko ponownie wróci do pełni sił! Może trzyma teraz mróz, ale z każdym dniem ciepłe dnie zbliżają się nieuchronnie i kiedyś wreszcie nadejdą! Wtedy już niczego nie będzie mi brakować! Jestem dzieckiem słońca i kropka! Potrzebuję jedynie trochę światła, ciepła i czułości by w pełni rozkwitnąć!
"Przeznaczenie nie mieści się wewnątrz człowieka, lecz wokół niego." Andrzej Stasiuk